piątek, 17 października 2014

Drzewa i świnie, czyli o stąpaniu po mięsnej posadzce i jeszcze cięższych rozkminach.

Czy wielu ludzi kiedyś zadumało się nad tym, że drewniana podłoga jest jak parkiet z plastrów mięsa? W końcu pień to ciało drzewa, jak i mięso jest ciałem np. świni. Nie chodzi mi tutaj o kwestie ekologiczne, ale samo w sobie zamieszanie jakie można sobie wprowadzić w sposobie spoglądania na własne meble czy posadzkę poprzez dostrzeżenie i wyolbrzymienie znaczenia tego podobieństwa. Nie jest to żadna myśl odkrywcza, ponieważ nasze "zwykłe" myślenie (gdy nie postrzegamy drewna jako roślinnego odpowiednika mięsa) jest jak najbardziej prawidłowe, gdyż te dwa materiały mają wiele innych, ważnych różnic. Chociażby to, że drzewa i świnie mają zupełnie inaczej zbudowany system nerwowy. Dlatego moje spostrzeżenie jest bezwartościowe jako takie. Ale jednak ciekawie jest czasem spojrzeć na zwykłe rzeczy z szalonej perspektywy. Wyobraź sobie, że stąpasz po mięsie *wzdryga się*.

Ale wracając do różnicy w układzie nerwowym grup tych dwóch stworzeń: jakże mało wiemy o tym jak i co właściwie odczuwają rośliny? Szczególnie tak niezmiernie złożone byty jakimi są drzewa? W pewnym sensie jest to cudowne, bo zostawia szerokie pole do snucia mniej lub bardziej szalonych teorii na temat niewiadomego. Myślą jaka mi teraz przyszła do głowy jest to, że zapewne rośliny postrzegają śmierć zupełnie inaczej niż zwierzęta. Być może dla nich nadchodzi ona znacznie bardziej stopniowo. Ale zaraz, zaraz, jeśli już porównujemy to trzeba mieć jakiś punkt odniesienia! Jak właściwie zwierzęta, jak właściwie ludzie odczuwają śmierć? Och, kurczę, może nie pchajmy się w ten temat. /// A więc wracając... Myślę, że poza tym od początku są świadome tego, że pochodzą od ziemi i do niej wrócą. Że są ważną częścią ekosystemu zarówno "za życia" jak i po śmierci. Być może świadomość tego, jak istotne są, czyni jest szczęśliwymi, zawsze, absolutnie. Jakie to wspaniałe gdy człowiek osiąga stan, w którym do szczęścia nie potrzeba mu więcej niż to, że istnieje.
Generalnie, już od dziecka, podziwiałam rośliny za ich prostotę istnienia. Poza tym, kiedy dowiedziałam się o istnieniu tego zjawiska, uważałam posiadanie możliwości fotosyntezy za coś, co równa się szczęściu absolutnemu. Tak samo jak latanie oraz możliwość istnienia zawsze w jakiejś formie (czyli że nigdy tak naprawdę się nie umrze (choć istnieć się będzie niekoniecznie w formie posiadającej w ogóle świadomość, ale jednak)).
Bądźcie roślinami! W tym pozytywnych, właśnie przeze mnie wymyślonym sensie. Taka sobie bardzo mętna i nieprzydatna rada życiowa. Ale tak serio - obserwacja natury bardzo pomaga w osiągnięciu równowagi wewnętrznej.
Więcej sztuki: (Zachari Logan - "Peony" z serii Cut Flowers (detal))

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz