środa, 19 listopada 2014

Postrzeganie.

Kiedy ludzie uznawani przeze ze mnie za wyraźnie spójnych, nieprzeciętnych acz na pewno nie nienormalnych mówią o sobie "dziwadło" i tak dalej, czuję się tak dziwnie, bo aż nie wiem co o sobie myśleć. Dawno odeszłam od próby wpasowania swojej osobowości w społeczeństwo, od porównywania się z tą a tą grupą. Od środka samej sobie wydaję się.... po prostu mną, tak zwyczajnie. Ale potem słyszę zdania w stylu "jesteś najbardziej niejzwykłą osobą jaką spotkałem" (wypowiedziane przez najbardziej złożoną osobę jaką ja poznałam) albo, że "jesteś taką osobą, którą ludzie chcieliby być, na jaką pozują" lub "jesteś naprawdę skrajną nonkonformistką", czy też na jakiejś wigilii klasowej "życzę Ci byś dalej była taką idealistką"...
Wiem, że pewnie mają to być komplementy, ale nie wiem jak na nie reagować, to mi naprawdę  miesza w głowie. Nie chcę być niczym, jestem.... "mną", bo z tym określeniem oraz "człowiek" i TYLKO z nimi czuję się komfortowo. Po prostu zdążyłam już się nauczyć, że nie ważne w jak wielkie pudełko próbuje się mnie włożyć ja i tak gdzieś będę wystawać, gdzieś gnieść się, a w innych miejscach pozostawiać masę przestrzeni. A mam naprawdę tego dość, nie chcę więcej musieć zaleczać miliona siniaków, obtarć.
To co piszę jest bez sensu, bo ludzie i tak będą mówić to co chcą. Tym bardziej, że jest to napisane tak strasznie niechlujnie, ech,... Ale potrzebowałam się tu wypowiedzieć, tak po prostu, bo mogę...

czwartek, 13 listopada 2014

Sen o końcu świata...

Otóż, odkurzyłam właśnie moje stare zapiski odnośnie tego co przyśniło mi się jakoś podczas zeszłej sesji letniej....

W tym śnie obudziłam się z tej "drzemki", którą właśnie odbywałam, przy czym we śnie przerodziła się w prawdziwy sen, bo obudziłam się o zachodzie słońca. Tuż obok mojego łóżka jest okno, więc gdy się podniosłam ujrzałam zachód słońca bardzo podobny kolorystyką do tego:

image












image
image

































image
Przerażające nie były same w sobie barwy, ale kształty jakie chmury wycinały na słońcu oraz to, że tuż przed tym jak ukazał się kolejny z nich "widziałam" go w przebłysku wizji. Były tam między innymi zwierzęta apokalipsy. Poza nimi ukazało się dużo innych, dość jednoznacznych w tym zestawieniu, symboli. Mimo ogarniającego mnie coraz bardziej uczucia, że "coś jest nie tak" postanowiłam nic z tym nie robić, nie osądzać niczego pochopnie. Jednak niedługo po tym, w polu widzenia pojawiło się kilka trąb powietrznych. Wtedy wiedziałam, że może nie musi to koniecznie być koniec świata, lecz sytuacja NA PEWNO nie jest bezpieczna.
We śnie mieszkałam na 5, a nie 2 piętrze akademika, więc stwierdziłam, że muszę zejść na parter by w razie czego móc szybko uciec z budynku. Sporo osób było nieco zaniepokojonych tornadami, więc hol na dole był dość pełny. Dziwna rzecz - odbywała się jakaś ważna uroczystość w przejściu z holu do drzwi wejściowych, z kamerami na żywo, stolikami i wszystkim, a ja wyglądałam jak i w rzeczywistości gdy obudziłam się z "drzemki" czyli tak, że nie ma mowy bym przeszła centralnie przez długi pas pełen aparatów i kamer póki to nie będzie absolutnie konieczne. Postanowiłam zadzwonić do rodziny oraz do jeszcze jednej bliskiej mi osoby spoza niej, jednak okazało się, że zapomniałam wziąć telefon. Wracając na niego prawie wpadałam w absolutną panikę, bo w windach był niesamowity tłok, bałam się że nie dostanę się na górę i z powrotem na dół na czas.
Podczas tego wszystkiego próbowałam rozmawiać z ludźmi, ale nikt mi za bardzo nie wierzył, oprócz jednej osoby, której to wydało się podejrzane, że nie było żadnej wiadomości o zbliżającej się tak wielkiej anomalii pogodowej w Polsce. W końcu udało się, wydostałam się z budynku, bo była wtedy akurat chwilowa przerwa w uroczystości, a na zewnątrz okazało się, że w tym czasie tornada w większości ucichły lub przeszły bokiem, a zamiast krwistego zachodu słońca  był tylko bardzo jasny pomarańczowo-żółty, przy czym pozostała część nieba była pogodna, o pięknym odcieniu błękitu.

Kolejnego dnia wracałam już do domu po sesji. Opowiedziałam rodzinie o zdarzeniu i że piękna pogoda potrwa kilka dni, a potem rozpęta się piekło (nie wiem czy tak właśnie było w Biblii, ale na pewno było tak w filmie "Melancholia"), jednak oni również nie byli przekonani do tego co mówiłam. Wybraliśmy się nad jezioro. Ten czas byłby bardzo miły gdyby myśl o bardzo możliwym (w moim odczuciu) końcu świata nie mąciła go. Interesujące było jednak to, że myśl o mojej śmierci nie przerażała mnie aż tak, w tym śnie naprawdę zdołałam zaakceptować myśl o jej nieuchronności, o tym że nie mam wpływu na to co się dzieje, że i tak umrę, więc różnica między "teraz" a "na starość" to tylko żal z powodu niezrealizowanych planów, ale że dla mnie mimo wszystko najważniejsza jest rodzina, z którą wtedy byłam, więc nie miałam aż tak bardzo czego żałować.
 To co powodowało, że czułam się z tym źle to był fakt nieodwracalności końca świata - ta planeta którą nazywamy domem miała zostać unicestwiona lub uczyniona martwą na zawsze. Oraz to, że moi bliscy zginą, że będę musiała patrzeć na ich śmierć, tak wszystkich razem w tym mojego młodszego rodzeństwa... Miałam nadzieję, że zdołam sprawić by znieśli to jak ten chłopiec w Melancholii i by zdarzyło się to równie szybko. Do tego standardowo mój sen był pięknym wizualnym doświadczeniem, więc wiedziałam, że obserwacja końca świata będzie jedną z piękniejszych rzeczy jaką zobaczę (tak myślałam we śnie oczywiście; patrz: Melancholia).
Uwagi do snu:
  • na szczęście w moim akademiki nie ma 5 piętra
  • obudziłam się kosmicznie późno (o 20), ale na szczęście słońce jeszcze nie zachodziło, choć stało się to niedługo po tym
  • to miłe, że we śnie potrafiłam pogodzić się ze śmiercią, bo daje mi to nadzieję, że osiągnięcie tego na jawie jest możliwe
  • prawdopodobnie gdyby naprawdę w czasie mojego życia miałby nastąpić koniec świata, to wcale nie robiłabym szalonych rzeczy lub tego co zawsze chciałam zrobić, tylko spędziłabym ten czas z rodziną, będąc z nimi w 100%, bez żadnego rozpraszania się innymi sprawami jak komputer, praca, nauka, znajomi
  • sen miałam gdy jakoś po 13 położyłam się by odespać poprzednie dni gdy zarywałam noc na rzecz nauki. Obudziłam się po 7 godzinach. Tryb nocny jak nic!